Kiedy wiedziałem już, co chcę napisać, nagle w głowie pojawił mi się tytuł, który niniejszym bezczelnie od Polańskiego pożyczam.
Cóż dodać? Trzynasty czerwca już się kończy, zostało mi jeszcze kilka minut, żeby napisać o dwóch rzeczach, o których nie wiedziałbym nic, gdyby nie gadające w pracy przez cały dzień radio.
Najpierw smutna wiadomość. Na raka krtani zmarł Jacek Skubikowski, muzyk, który jak się okazuje przez lata pisywał piosenki choćby dla zespołu Lady Pank, o czym zupełnie nie wiedziałem. Mi kojarzył się z cokolwiek dwuznacznymi występami w Teleranku, gdzie śpiewał (o lizaku podobno) Weź go do buzi (…)
Choroba straszna, szczególnie dla śpiewającego artysty. Odbiera głos. Mój ulubiony dwudziestowieczny poeta na leczenie się nie zdecydował. Może oszczędził sobie męki milczenia i żywienia przez rurkę, kto wie.
Z weselszych tematów, płycie Jagged Little Pill właśnie stuknęło dwanaście lat. Co to znaczy? To znaczy, że Alanis Morrissette śpiewa już od lat dwunastu i przez cały ten czas jej piosenki pomagają przemyśleć, przekształcić i przetrwać własne emocje wszystkim tym, którzy tego potrzebują. Prosit!
Moja znajomość z tą panią, a raczej z jej utworami, zaczęła się jakieś dwanaście tygodni temu i moje pierwsze wrażenie dało się streścić w gombrowiczowskim nie zachwyca. Może nie potrzebowałem, może szukałem nie tego, co w nich jest. Od początku maja słucham ich za to w kółko, na przemian z Rammsteinem, więc jeśli chcecie szukać jakichś inspiracji powstania tego bloga, a przynajmniej winnych (to ostatnio modne) podałem Wam ich na tacy