Jest taka piękna pieśń, Modlitwa o wschodzie słońca, znana młodzieży i znana, jak mi mówiono, starym opozycjonistom. Odkąd dziś rano otworzyłem link z opisu, na gg, mniejsza o to czyjego, nie mogę opędzić się od jej słów.
To był tekst z bloga, którego autor był wręcz dumny ze swej pogardy dla ludzi, którzy dziś okazują żałobę, a nie byli panu prezydentowi Kaczyńskiemu wierni. Gdybyż jeszcze ograniczył się był do stwierdzenia faktu! O nie! Ze specyficzną a wyraźną satysfakcją wymienia nielubiane przez siebie osoby po inwektywach.
Ja tak nie chcę. Przyznaję się do wszystkich słów krytyki, które wygłosiłem. Moje miejsce jest w obozie tych, którzy nie mają każdej krytyki za atak, każdego ostrzejszego słowa za element nagonki. Tych, którzy dziś mówią, bo nie ja pierwszy o tym piszę, że nie tylko wybrani mają prawo płakać. Nie zgadzać się z kimś nie znaczy życzyć mu najgorszego. Tylko ślepa nienawiść tak postępuje. Czasem żałoba jest po prostu wyrazem uprzejmości. I nie wylewa się wówczas morza krokodylich łez.
Zawsze zaś warto modlić się raczej o to, by nie gardzić i nie nienawidzić samemu. Widzieć siebie ofiarą jest aż za łatwo.