Odebrałem w styczniu telefon. Dzwoniła jakaś miła pani, żeby mi sprzedać książkę telefoniczną. Zgodziłem się, żadnej porządnej nie miałem, mogłem na to przeznaczyć te czterdzieści pięć złotych. Książka miała dotrzeć do mnie gdzieś w marcu pocztą kurierską. (więcej…)
Wpisy otagowane ‘anegdotki’
Książka telefoniczna
czwartek, 29 Kwiecień 2010Łyżka
środa, 20 Maj 2009Wczoraj rano w mojej kuchni pojawiła się łyżka. Taka zwykła, szara, aluminiowa łyżka, przywodząca swoim wyglądem na myśl czasy przedszkolne. Pozbawiony połysku, byle jak odlany kruchy metal, zanurzony w zupie mlecznej z kretyńskim makaronem w małe gwiazdki.
Taka pamiątka dawnych czasów potrafi na płytkach w kuchni narobić naprawdę dużego hałasu, zwłaszcza gdy wpadnie w kocie łapy. I gdy śpi się po drugiej stronie cienkiej gipsowej ściany.
Wstałem zatem i znalazłem łyżkę. Na sznurku. Sam sznurek, nieco poplątany, sięgał z kuchni do pokoju i z powrotem. Spryciarz siedział zestresowany w kącie, potem przeniósł się do szafy i zasnął. Znużony hałasem, odczepiłem rzeczoną łyżkę od sznurka i wyszedłem do pracy.
Zagadka pochodzenia tajemniczego przedmiotu pozostawała nierozwiązana do wieczora, kiedy to na schodach spotkałem sąsiada z góry. Okazało się, że dzieci bawiły się spuszczając z okna łyżkę na sznurku. A co robi kot na kocim balkonie, kiedy łyżka fruwa mu przed nosem? Łapie! Tak, pan w piątym rzędzie odgadł bezbłędnie… Łyżkę oddałem, sznurek zostawiłem kotom. W końcu przecież to one go upolowały.
Złota pan szukasz?
sobota, 22 Grudzień 2007Wracam dziś z porannych zakupów, patrzę, a tu w rogu piaskownicy nieopodal mojego bloku kuca jakiś facet. Żaden lump, mieszkaniec osiedla. Przed nim na ławeczce kurzy pazur, trzymaną w ręku łopatką wydobywa piasek, ogląda i wrzuca do stojącej obok siatki. Siatka już prawie pełna.
Moja pierwsza myśl wyrwała mi się półgłosem ? Złota pan szuka?
Poszedłem sobie, co miałem burdę wszczynać, przecież się z nim nie pobiję, policji do złodzieja piasku nie wezwę. Raczej wątpię, czy chciałoby im się przyjechać do zwykłego nyrola. Wróciłem do domu mrucząc pod nosem, że spory worek żwirku dla kota kosztuje w Tesco pięć złotych.