Książka telefoniczna

Odebrałem w styczniu telefon. Dzwoniła jakaś miła pani, żeby mi sprzedać książkę telefoniczną. Zgodziłem się, żadnej porządnej nie miałem, mogłem na to przeznaczyć te czterdzieści pięć złotych. Książka miała dotrzeć do mnie gdzieś w marcu pocztą kurierską.

Zdążyłem zupełnie zapomnieć o całej sprawie, kiedy pewnej pogodnej marcowej soboty wyrwał mnie ze snu dzwonek do drzwi. W pośpiechu założyłem szlafrok i zaspany otwieram, a tam starszy pan z książką dla mnie. Oczywiście oczekuje umówionych 45 złotych, których jak się łatwo domyślić w kieszeni nie miałem. Urażony moim niedoborem gotówki i tym, że nie było mnie w tygodniu, kiedy przyszedł wcześniej, umówił się ze mną na poniedziałek na ósmą, jako że o dziesiątej miał jakoby być na Dębcu.

Jak się łatwo domyślić, w poniedziałek pan nie przyszedł. Czekałem na niego, potem na jedenastą poszedłem do pracy. Przyszedł za to czwartkowym popołudniem inny pan, nie zastał mnie, za to umówił się z moim lokatorem, że będzie w sobotę.

Teraz pewnie figuruję w jakiejś firmie przewozowej jako trudny klient.

Tagi: ,

Dodaj odpowiedź

*